Reklama B1

Zmieniaj świat wspólnie z nami

Dobre dziennikarstwo, wartościowe treści, rzetelne i sprawdzone informacje.
Tworzymy przestrzeń ludzi świadomych.

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.

Empatia na wyższym lewelu

Wyobraź sobie taką sytuację. Wyjeżdżasz na kilka dni. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Siedzisz w swoim samochodzie, kierujesz się prosto na autostradę. Przed tobą jeszcze tylko kilka skrzyżowań, a zaraz za nimi wjazd na trasę i długie kilometry prostej. I nagle pojawia się ta myśl: wyłączyłem to żelazko czy nie wyłączyłem? W innych przypadkach: zakręciłem kurki z wodą? Wyłączyłem kuchenkę? Zamknąłem dobrze drzwi na klucz? Co robisz? Kogóż z nas nie dopadła choć raz taka właśnie natrętna myśl? Mnie – całkiem niedawno. I był to wariant z żelazkiem.

Tekst: Tomasz Kozłowski
Zdjęcia: Paweł Bajew

Wrzask międzymózgowia

Będąc przypięty pasami, oczyma wyobraźni widziałem płonący dobytek i dymiące zgliszcza, które miały mnie witać w sytuacji, gdybym natychmiast nie zawrócił. Mimo to – jechałem przed siebie. Nie zawróciłem. Nie mam natury ryzykanta, przeciwnie, ale nad przeczucie stawiam racjonalną argumentację. W tamtym krytycznym momencie wyglądała ona mniej więcej tak: chwileczkę, zanim zawrócisz, przypomnij sobie, ile razy miałeś podobną sytuację. Co najmniej kilka. Czy choć raz zostawiłeś włączone żelazko? Nie? Więc pewnie jest tak i tym razem. Zwłaszcza że takie myśli jak ta są dość powszechne i systematycznie nawiedzają bogu ducha winnych nieboraków. To, co odczuwasz, to tylko wrzask międzymózgowia, starej dość neuronalnej struktury, która nie znosi sprzeciwu – ot, ponownie, włączyła ci w głowie emocję strachu i trąbiła na całe gardło: a co jeśli…?! Poczekaj jeszcze kilka chwil. Powinno przejść. I przeszło. Tymczasem ja nadal miałem do czego wracać. Żelazko, odłączone, karnie stało w schowku. Przekonałem się o tym dopiero, gdy przyszło coś prasować, bo po powrocie ani myślałem sprawdzać, co się z nim dzieje.

David Siegel, amerykański psychiatra, powiedziałby, że w tamtym krytycznym momencie na skrzyżowaniu zastosowałem na sobie procedurę psychowzroczności (ang. mindsight – jest to jednocześnie tytuł jego popularnej książki). To umiejętność pogłębionej refleksji, a dokładniej – introspekcji wspartej o elementarne podstawy wiedzy psychologicznej. Wiedząc, jak czasem działa umysł, jakie potrafi nam płatać figle i zastawiać pułapki, wyciągnąłem ze swoich wcześniejszych doświadczeń stosowne wnioski i podjąłem rozsądną decyzję. Ale nie zawsze jest tak różowo. Za kółkiem jestem wyjątkowo nerwowy. Gdy mówię, że kocham jeździć samochodem – nikt, kto kiedyś ze mną podróżował, nie chce mi wierzyć. Dlatego dodaję: uwielbiam jazdę, ale inni kierowcy doprowadzają mnie do szału! I jakoś tak się składa, że w drodze do pracy zdecydowanie rzadziej stosuję psychowzroczne praktyki. A gdy kolejny raz stoi się w korku, powinny one wyglądać mniej więcej w ten sposób: spokojnie, twój umysł ogarnia w tej chwili marzenie o bezproblemowej jeździe, ale jest to marzenie ściętej głowy, zupełnie niespełnialne w dużych miastach, zwłaszcza w godzinach porannego szczytu. Pora zrozumieć, że korek jest w zasadzie czymś normalnym. Jesteś obecnie przerażony perspektywą spóźnienia, ale czy twoje nerwy w czymkolwiek, kiedykolwiek pomogły? Wyciągnij wnioski. Pomyśl o możliwych rozwiązaniach zamiast dokarmiać stres. Twoje międzymózgowie ponownie utrudnia ci logiczne myślenie. A przecież świat się nie zawali. To oczywiście ogromny skrót, jednak według Siegla odpowiednio pokierowana autorefleksja może być dla każdego istotnym wsparciem w procesach pokonywania np. niekorzystnych przyzwyczajeń, fobii, a nawet traum. Kluczowym elementem jest zdanie sobie sprawy, że nasz umysł sam jest twórcą rzeczywistości, w której żyje, oraz że kreuje ją na określonych zasadach. Reguły te tym łatwiej nam zrozumieć, im wnikliwiej obserwujemy własne reakcje, przyzwyczajenia, a także wydarzenia, które przytrafiają się nam każdego dnia.

Czym jest psychowzroczność?

Kiedyś przeprowadzono proste doświadczenie. Badanych poproszono o skserowanie kartki papieru. Część z nich na panelu kopiarki znalazła 10 centów (podstęp przygotowany przez badaczy). Następnie wszyscy proszeni byli o określenie swojego samopoczucia. Okazało się, że ci, którzy znaleźli tych kilka groszy, uważali się za szczęśliwszych ludzi! 10 centów potrafi czasem zmienić perspektywę, w jakiej oceniamy swoje życie. Nikt z badanych nie miał świadomości, że padł ofiarą podstępu. Poczucie dobrostanu wzrosło i był to fakt. Jaka z tego płynie nauka? Gdy czujemy, że mieliśmy beznadziejny dzień, warto zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie zaszło coś, co mocno zakłóciło naszą percepcję i zaowocowało takim oto dołem? Od kiepskiej pogody, przez ból głowy, na korkach ulicznych skończywszy. Większość nie zadaje sobie jednak podobnych pytań. Po prostu podsumowuje: czuję się źle, dzień był fatalny, wszystko jest do bani. Ludzie lubią myśleć o sobie jako o zwieńczeniu drzewa stworzenia, istotach w pełni samoświadomych kierujących się wolną wolą. Tymczasem nie jest tak do końca. Odziedziczyliśmy po naszych zwierzęcych przodkach skłonność do działania na skróty, poddawania się impulsom, funkcjonowania w oparciu o wyuczone ścieżki. Nasze zachowania są często dyktowane przez proste motywy, a określone bodźce wywołują przewidywalne reakcje. Jest to jasne dla badaczy ludzkich zachowań, jednak dla większości ludzi tak precyzyjna wiedza pozostaje niedostępna. Innymi słowy, często jedynie zdaje się nam, że wiemy, dlaczego działamy tak, a nie inaczej. Gdyby nasza samowiedza była większa, prawdopodobnie bylibyśmy mniej podatni na reklamę, manipulację czy demagogię. Lepiej rozumielibyśmy, że drobiazgi i detale potrafią mocno zachwiać naszą zdrową oceną sytuacji, a kultywowane latami przyzwyczajenia ograniczają wachlarz dostępnych możliwości. Po prostu – większość dnia jedziemy na autopilocie.

Psychowzroczność to nic innego, jak świadoma uwaga kierowana na pracę umysłu. Taka chęć zrozumienia pozwala autopilota wyłączyć i w sposób bardziej zaangażowany pojmować swoje i innych działanie. Tym bardziej, że daje on jedynie możliwość ślizgania się po powierzchni, podczas gdy głębia zupełnie umyka naszej uwadze. Jak przekonuje Siegel, umysł jest jak ocean: jego powierzchnia może być falująca, niespokojna, czasem wręcz targana burzą. Jednak w jego głębokich odmętach zawsze panuje spokój. Sztuka polega na tym, by prócz powierzchni spróbować dotrzeć do owej głębi, do zrozumienia tego, co dzieje się z nami i czego jest to rezultatem. Taka wiedza może być początkiem drogi do odzyskiwania wewnętrznego spokoju: lepszego rozumienia siebie i innych. Co ważne, i co potwierdzają najnowsze odkrycia neurobiologii, taka refleksja w zauważalny sposób zmienia mózg każdego z nas. U jednostek, które zastanawiają się nad pracą swojego umysłu, mocno zapala się środkowa kora przedczołowa – wyjątkowo wszechstronna struktura odpowiadająca m.in. za emocjonalną równowagę, optymalną, dostrojoną komunikację, panowanie nad lękiem, empatię, refleksję moralną czy intuicję. Im więcej uwagi poświęcanej na taki swoisty autonamysł, tym więcej nowych szlaków neuronalnych, które w końcu przynoszą rezultat w postaci zintegrowanego, wyważonego zachowania. To nieprawda, że nasze nawyki, przyzwyczajenia i myślowe skróty, definiują nas na całe życie. Możemy je modyfikować każdego dnia, a pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie ich istnienia.

Zrozum swojego wroga

A oto kolejny przykład. Pozostając w obszarze miejskiej komunikacji, na zajęciach z psychologii społecznej proszę studentów o wyobrażenie sobie, że stoją na czerwonym świetle za innym samochodem. Zapala się zielone światło, jednak pojazd przed nimi ani drgnie. Co myślą? Debil. Blondynka. To rzecz jasna łagodniejsze określenia. Rzadko kto pomyślał, czy przypadkiem samochód nie uległ awarii lub czy aby kierowca nie zasłabł. Nasz umysł ma niebywałą wręcz skłonność do przypisywania innym konkretnej winy za daną sytuację. To tendencja, która bardzo często wyprowadza nas na manowce. Warto poświęcić jej nieco uwagi, kiedy już przychodzi do kontaktu z inną osobą, zwłaszcza że tak niewielu z nas zdaje sobie sprawę z jej działania.

Środowisko zawodowe epoki zdziczałego kapitalizmu jest wyjątkowo krwiożercze. Na wszystko brakuje czasu, większość rzeczy jest do zrobienia na wczoraj, a absolutnie nadrzędna wartość to oczywiście profit. Nie trzeba nikomu przypominać, że na nasze miejsce czekają w kolejce następni, a my sami po czubek nosa tkwimy w kredycie, który sam się nie spłaci. Wzrasta stężenie kortyzolu, hormonu stresu, błędne koło wyzysku i wzajemnej agresji startuje samo. W takich warunkach wyścig gryzoni przestaje być wyborem, a zaczyna być zupełnie naturalnym prawidłem, podobnie jak siła odśrodkowa w zakręcającym samochodzie. Ulegać takim trendom jest stosunkowo łatwo, tak samo jak traktować każdego jak zaciekłego wroga. Zwłaszcza że niezwykle trudno jest lubić wszystkich i w każdej chwili współczuć, tolerować, przytakiwać czy nadstawiać drugi policzek. Nie mielibyśmy problemu, aby z łatwością wskazać osobę, którą w obszarze swoich działań zawodowych traktujemy jako potencjalnego rywala. Takie stosunki z łatwością ujawniają się na zebraniach, kolegiach, wszędzie tam, gdzie jest okazja do konfrontacji czy wymiany zdań. Przez głowę pędzi wówczas męczący natłok myśli, tryska adrenalina, a mózg wskakuje w tryb walki/ucieczki, a więc nieustającego zagrożenia. Jakże trudno w takich sytuacjach o dystans! Mimo to warto spróbować i uruchomić nie tylko empatię, ale właśnie psychowzroczność: wówczas można dostrzec nie tylko rywala, ale osobę ogarniętą silną, emocjonalną motywacją – więźnia własnych emocji, który reaguje szybko i bez zastanowienia, zupełnie jakby w amoku wracał do domu wyłączyć wyobrażone żelazko. Postarajmy się pojąć, że przecież niezwykle trudno jest znaleźć człowieka, który od początku do końca kieruje się złą wolą, który chce siać zniszczenie i forsować najgorsze rozwiązania. Osoba po drugiej stronie prezydialnego stołu również szuka wyjścia z danej okoliczności, choć być może jej silne przekonanie o nieomylności takie poszukiwania utrudnia. Uświadomienie sobie tych kilku prawd pomaga jednak w wyzwoleniu z kręgu niebezpiecznych, niszczących namiętności. Zdecydowanie ułatwia też zdobywanie się na niezbędną dawkę potrzebnego współczucia. Nie inaczej jest w zwyczajnych, codziennych relacjach prywatnych. Kłótnie pomiędzy partnerami bardzo łatwo przechodzą do tzw. etapu reaktywnego, kiedy struktury neuronalne, odpowiedzialne za odczuwanie emocji, niemal całkowicie odcinają racjonalny ogląd sytuacji. Przyczyniają się do tego wcześniejsze doświadczenia, pamięć, ale także sygnały somatyczne: gorsze samopoczucie, hormony czy dieta. Zanim całkowicie zdominują nas emocje, warto przez sekundę pomyśleć, o co tak naprawdę chodzi, czy o faktyczne rozwiązanie problemu, czy może o dopieszczanie własnego ego kosztem skutecznej komunikacji? Zamiast pozostawać w sferze reaktywności i potęgującego napięcie odruchu, uruchommy receptywność. Skierujmy reflektor swojej świadomości na własne nawyki i zdajmy sobie sprawę z ich faktycznej siły. Między stwierdzeniami mam rację a mój umysł sądzi, że ma rację jest ogromna różnica, podobnie jak pomiędzy jestem smutny a odczuwam smutek. Jedne są rzekomymi obiektywnymi faktami, drugie ujawniają ich głęboko subiektywne korzenie. Samo uświadomienie sobie tej fundamentalnej różnicy pozwala łatwiej odzyskać spokój.

Złoty środek i dwie półkule

W doskonaleniu zmysłu psychowzroczności pomaga również uprzytomnienie sobie, że każda z mózgowych półkul przeznaczona jest do nieco innego oglądu tej samej rzeczywistości. O ile lewa pozostaje bardziej racjonalna i uporządkowana, o tyle prawa ciąży ku kreatywności oraz improwizacji. Lewa preferuje twardą wiedzę i logiczną argumentację, prawa częściej polega na intuicji i skojarzeniu. W dużym uogólnieniu można rzec, że lewopółkulowość to domena nauk ścisłych, prawa półkula z kolei zawłaszczona jest przez artystów. W zależności od naszego dziedzictwa genetycznego, ale również od rodzinnego środowiska, doświadczeń w grupie rówieśniczej, przebytej ścieżki edukacji, doświadczeń zawodowych wykształcamy coraz to nowe połączenia synaptyczne preferujące jeden z dwóch trybów funkcjonowania: jesteśmy bardziej prawo- bądź lewopółkulowi. Mimo to, jak mawiali stoicy, w życiu należy stosować zasadę złotego środka i ta uniwersalna prawidłowość powinna także znaleźć przeznaczenie w komunikacji między naszymi półkulami mózgowymi. Z obserwacji wynika, że osoby wybitnie lewo bądź prawopółkulowe stanowią dla swojego otoczenia nie lada trudny orzech do zgryzienia. Lewopółkulowi uchodzą za osoby pozbawione uczuć, za analitycznych wirtuozów skupionych na rozwiązaniach. Z kolei ich oponenci działają jak niepowstrzymane strumienie świadomości preferujące żywiołowe, improwizowane rozwiązania. Najczęściej jednak mamy do czynienia z częściowym przemieszaniem pewnych predyspozycji, które owocują określonymi stylami poznawczo-komunikacyjnymi. Wystarczy zajrzeć na półkę z poradnikami psychologicznymi w księgarni, by dowiedzieć się więcej o adehadowcach, introwertykach, ekstrawertykach, analitykach, syntetykach, empirykach, myślicielach – słownik owych symptomów jest przebogaty. Na jednym ze szkoleń, w którym miałem okazję uczestniczyć, odkryłem, że jestem – choć wygląda to nieco paradoksalnie – praktycznie zorientowanym teoretykiem.

Jakkolwiek nie brzmiałaby argumentacja, jest to tylko połowa prawdy, jeśli nie jeszcze mniej. Style poznawcze w znacznej mierze zależą od kontekstu: to prawda, że w pracy można być uporządkowanym teoretykiem, a na urlopie przeobrażamy się w doświadczającego, ciekawskiego empiryka, który zrobi wszystko, by postępować inaczej niż każe standardowa procedura. Świadomość tego, że praktycznie każdy preferuje określony styl i w pewnych sytuacjach zachowuje się w zgodzie z nim, znacznie ułatwia zrozumienie istoty działań innych oraz przekonania, że w zasadzie każdy stara się postępować tak jak na to pozwala mu jego własny umysł. Można by rzec, że to empatia na znacznie wyższym lewelu.

Święta racja vs. święty spokój

Problem jednak w tym, że – niestety – obecnie niezwykle trudno jest znaleźć wolę i czas na psychowzroczny trening. Decydując się na internalizację wartości społeczeństwa konsumpcyjnego, wchodzimy na ścieżkę zdominowaną przez uległość wobec emocji, a nie spokojnej ich analizy i zrozumienia źródeł. Przekaz popkulturowy, a szczególnie wszechobecne reklamy uczą, że nasze pragnienia, zachcianki powinny być zaspokajane, a wszelkim impulsom należy ulegać. Powód okazuje się banalny: właśnie takie działanie jest najbardziej opłacalne dla producentów. Refleksja nad neuronalnymi źródłami decyzji konsumenckich mogłaby – i piszę to bez zbytniej przesady – walnie przyczynić się do załamania fundamentów hiperkapitalistycznej gospodarki. Skoro na rynku jest więcej dóbr niż można zbyć, zrozumiałe, że wyważona refleksja nie doprowadzi do wzrostu popytu, a raczej do jego spadku. Bo czy aby na pewno potrzebuję kolejny telewizor, czy na pewno muszę zakupić nowy model telefonu, czy faktycznie potrzebuję zmienić samochód, czy muszę już teraz mieć kolejnych kilka t-shirtów? Te pytania w czasach narcyzmu i cyber-ekshibicjonizmu padają niestety coraz rzadziej, podobnie jak mało kto potrafi współczuć rywalom w swoim miejscu pracy. Zdawanie sobie sprawy z ograniczeń umysłu, które eskalują napięcie i konflikt, a czasem wyprowadzają nas na niezłe manowce, to potężne narzędzie na drodze do odzyskiwania wewnętrznego spokoju i budowania owocnych relacji z otoczeniem. Dzięki niemu łatwiej zrozumieć własne intencje, pragnienia i ich źródła, a przez to – skuteczniej nad nimi panować.

Być może, czytając ten tekst, pomyślisz, droga czytelniczko, drogi czytelniku, że warto kilka psychowzrocznych pomysłów wdrożyć w życie. Gratuluję, to pożyteczny krok w dobrą stronę. Co jednak zrobić, gdy wszyscy inni mają owe zalecenia w głębokim poważaniu? Jak mam skutecznie rozumieć innych, skoro będą mnie prowokować i czekać na chwilę słabości? Faktycznie, może tak być, co więcej, będzie tak prawie na pewno. Mimo to, gdy już naprawdę nic nie pomaga, zadaj sobie pytanie ostateczne: choć umysł napędza mnie w tej chwili do walki, wolę mieć rację czy może święty spokój? Decyzja należy do ciebie.

Empatia na wyższym lewelu

Reklama B3

Przekaż darowiznę naszej Fundacji

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.