Ponadpłciowość w muzyce - tożsamość płciowa
Ponadpłciowość w muzyce - tożsamość płciowa
Reklama B1

Zmieniaj świat wspólnie z nami

Dobre dziennikarstwo, wartościowe treści, rzetelne i sprawdzone informacje.
Tworzymy przestrzeń ludzi świadomych.

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.

Ponadpłciowość w muzyce – tożsamość płciowa

Czym jest muzyka w dzisiejszym świecie? A może raczej… komu dedykowane jest artystyczne sacrum i kim są ludzie, którzy je tworzą? Poszukujemy, pytamy, obnażamy uczucia – istnieją sfery, gdzie wiek i płeć nie mają znaczenia, a granica zaciera się z horyzontem. Dziś wrócimy myślami w przeszłość i z równowagą przespacerujemy się po pięciolinii, by poznać i zrozumieć rolę w muzyce współczesnych kobiet.

Tekst: Malika Ledeman
Zdjęcie: Rawpixel (Fotolia.com, Rawpixel.com)

Siedem, pięć, trzydzieści jeden i dwa – właśnie tyle wynosi kolejno tydzień, liczba dni pracujących, ilość świtów w miesiącu i zmierzchów w weekend. Ale nie tylko. Siedem, to również ilość tonów w oktawie, a piątka aż prosi, by na jej linii z gracją układać dźwięki. Całe życie liczymy. Nie zważając na to, do czego doprowadzi nas kalkulacja i jakie emocje w nas wywołuje. Odliczamy do 10. każdego miesiąca, ilość pieniędzy pożyczonych przyjaciołom i czas, który dzieli nas do momentu zadzwonienia porannego budzika. Nawet teraz wyliczam. W momencie, w którym mogłabym rozpocząć coś zupełnie od zera. Czy jest to potrzebne? Czy stawianie granic sobie i innym jest czymś niezbędnym w dzisiejszym świecie? Na szczęście jest w życiu rzecz, która nie wymaga kalkulacji. Nie bierze udziału w podziałach na tygodnie, a przez pory roku spajana jest w całość. Muzyka. To właśnie ona nabija nam rytm i życiowe oddechy.

Staro, średnio, romantycznie

Co wbrew pozorom nie oznacza, że źle. Wręcz przeciwnie. By dobrze zrozumieć barwy świata przepełnionego melodiami, warto sięgnąć kilkaset a nawet ponad tysiąc lat wstecz – do Starożytności, Średniowiecza i nieco romantyczniejszych momentów historii. Trudno w końcu o odnalezienie konsensusu pomiędzy sobą a muzyką, nie oglądając się za siebie przez jedno z ramion. Twórczość od zawsze zaspokajała dźwiękowe kubki smakowe. Bez względu na to kto ją tworzył i jakie stały za nim pobudki. W dzisiejszych czasach płeć żeńska tworzy na równi praw z mężczyznami, a komponowanie stanowi ich chleb powszedni. Każdego dnia kreska kategoryzująca muzyczne sfery staje się cieńsza, a bariery znikają wraz ze sztywną selekcją gatunków. Jaką rolę w muzyce pełniły więc kobiety w czasach, gdy nikt nawet nie śnił, że światem będą rządziły algorytmy dopasowujące muzykę do naszego nastroju?

Mało kto spodziewa się, że kobiety zajmowały się muzyką już w Starożytności.  Możemy to wyczytać chociażby z malowideł czy monet, które przedstawiają płeć żeńską grającą na instrumentach. Również dzieła Homera zawierają opisy  uroczystości, gdzie dźwięk i kobieta stanowią symbiozę. Ciekawy wydaje się natomiast fakt, że pomimo to, że płeć żeńska grała wtedy na wielu instrumentach, panie nie mogły zostać profesjonalnymi artystkami. Mogły natomiast nauczać. To właśnie w tamtych czasach powstały w Grecji pierwsze skale, które stanowiły punkt odniesienia dla Safony, nauczycielki, która uchodzi prawdopodobnie za pierwszą muzyczkę znaną z historii. Idźmy dalej, ponieważ kolejną, istotną z punktu widzenia muzyki, epoką jest Średniowiecze. Nikogo nie zdziwi więc fakt, że twórczość w tamtych czasach skupiała się głównie na jednej wartości – religii. Śpiew, podobnie jak modlitwa, przybliżał człowieka do zbawienia, a rozbrzmiewająca muzyka przepełniona była emocjami i ekspresją. Panie w długich warkoczach i masywnych sukniach? Owszem, tworzyły, jednak tylko ich niewielkie grono miało możliwość komponowania ze względu na wykształcenie. Na tym ich rola jednak się nie skończyła. Koniec wieków średnich pozwolił na wyłożenie kolejnych kart na stół, a muzyka śpiewana żeńskim sopranem, tenorem i falsetem mogła rozbrzmiewać również na dworach i przebierać coraz bardziej świecki charakter.

Dodam jeszcze zdanie o romantycznej wizji zanim przejdziemy do pełnego wymiaru muzycznej współczesności. Warto wspomnieć o najdłuższej z epok – Romantyźmie. Jak wiadomo okres ten był czasem buntu i licznych zmian społecznych. Również z muzyce. Niemalże każda kobieta uczyła się wtedy grać na najpopularniejszym wtedy instrumencie – fortepianie, stanowiącym synonim elegancji i ogłady. Nie zmienia to faktu, że z romantyzmem kojarzeni są głównie tworzący mężczyźni – Felix Mendelssohn, Johannes Brahms czy Stanisław Moniuszko. To nie była jednak na szczęście ostateczna forma damsko-męskich zależności.

Poniedziałkowe dzieci

Zróbmy teraz spory krok w przód. Gdybym chciała opisać wszystkie epoki zamiast artykułu prawdopodobnie powstałaby książka. Po krótkim wstępie związanym z periodyzacją warto zerknąć teraz na Zachód. Dokładniej ten lat 60. i 70 XX wieku. To właśnie wtedy amerykańskie kontrakty płytowe zaczęły podpisywać delikatne dłonie kobiet, które występowały na scenie zarówno solowo, jak i w zespołach. Wiele się zmieniło, jednak wciąż nie był to szczyt ich możliwości. Pomimo pewniejszego poruszania się pań po estradzie trudno było im konkurować z wschodzącymi zespołami o przedrostku „The”. Całkiem trafnie opisała to Patti Smith, autorka „Poniedziałkowych dzieci”, gdzie składa hołd pięknu i demonom Nowego Jorku. Obserwując dynamiczne przemiany na przestrzeni tamtych dekad, warto zdać sobie sprawę z roli jaką pełniły wtedy twórczynie i świat muzyki. Z całą pewnością stanowił on aspekt pro-społeczny – tego ani nie moglibyśmy ani nikt nie chciałby mu odebrać. Wyrażał emocje, zahaczał o krzyk ówczesnej polityki i obnażał problemy znane z ulicy i barów. Zarówno w wykonaniu męskim, jak i żeńskim.

Pójdźmy jeszcze dalej. W latach 90. powiedziano dotychczasowemu podejściu zdecydowane „stop”. Pewnie większość z nas pamięta pierwsze kanały muzyczne, na których można by wymienić cały alfabet wschodzących wokalistek. „A” jak Amy Grant, „B” jak Beyonce, „C” jak Christina Aguilera, aż w końcu „W”, jak Whitney Houston i wiele wiele innych. Spójrzmy jednak na sytuację z nieco innej perspektywy. Ilu sławnych kompozytorów i kompozytorek potrafimy dziś wymienić? Podobnie jak w muzyce filmowej, w pianistyce prym wiedli mężczyźni. Zazwyczaj, ponieważ od czasów wspomnianych lat 90. przyszła pora na wyrównanie szans. Twórcze konotacje nie dziwią już nikogo.

Dźwięk współczesnych emocji

Dziesiątki lat temu twórczość bez względu na płeć rozbrzmiewała głównie w rytmie ulicy i malowała laurkę politycznej myśli. Dziś z pewnością ma ona wpływ na obowiązujące w społeczeństwie trendy, jednak ciężko mi zapewnić, że zawsze prezentuje ona wysoki poziom. Jedno jest pewne: bez względu na powód tworzenia muzyki, melodie rozrastają się po gałęziach społeczeństwa, by zapuścić w nim na stałe emocjonalne korzenie. Wystarczy również rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć coraz więcej kobiet – artystek. Produkujących, grających, ale i śpiewających utwory. Dbających o wzajemną edukację. Warto więc unieść czasem głowę ponad czubek własnego nosa i spojrzeć prawdzie w oczy. Nie bez powodu w XXI w. niemalże każda przeglądarka muzyki online serwuje nam spektrum tematycznych playlist. Prezentowane tam dźwięki dopasują się do nastroju słuchacza, zapoznają go z nowościami dostępnymi na rynku i zadbają o sprawiedliwość, której tak często brakuje na świecie. Jednym z przykładów jest świeża inicjatywa popularnej aplikacji, która postanowiła zadbać o balans płciowy serwowanej przez siebie muzyki. Ma to na celu nie tylko promocję równości płci w świecie dźwięków, ale i poszerzenie muzycznych horyzontów melomanów z całego świata. To bardzo dobrze. Dopasowani do naszego gustu artyści i odpowiednia liczba uderzeń na minutę wystarczająco stymulują ludzkie neurony. Tempo muzyki nakreśla równocześnie rytm naszego dnia i definiuje towarzyszące nam emocje. Daje nam siłę, uspokaja i pozwala przekazywać dobro dalej. Można to nazwać pętlą bez końca, w której płeć i wiek nie mają znaczenia.

Pięć muz

Ale o tym, jak wyglądają realia dzisiejszego rynku muzycznego wiedzą najlepiej sami artyści i artystki. To właśnie oni, bez względu na podziały nakreślone linijką, stawiają wszystko na jedną kartę, by poprzez muzykę wyrażać nie tylko siebie, ale i stać się głosem całego społeczeństwa. Celem tworzących kobiet i mężczyzn nie jest dzielenie słuchaczy, a spajanie ich w harmonijną, jednobrzmiącą całość. Dziś bariery zostają w tyle. Spójrzmy jednak na nie oczyma muzyków. Zapraszam Was na spotkanie z piątką artystów, którzy odgrywają ważną rolę w świecie polskich dźwięków. Nie taką samą. Są odmienni, tajemniczy, ale tak samo wartościowi pomimo swojej różnorodności. Twórczej i prywatnej.

Muzyka jest plastrem

Czy tworząc sztukę mówiącą głosem ogółu, można ranić? O zadanie tego pytania pokusiło mnie nazwisko polskiej artystki – pianistki. Hania Raniszewska, występująca solo jako Hania Rani i znana z zespołu _tęskno_ od zawsze traktuje muzykę jako pewnego rodzaju katharsis. Tworzenie jest dla niej formą ucieczki, a muzyka „jest plastrem” na otaczającą rzeczywistość. Dźwięki mogą nas uratować, dać poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa i pomóc w odnalezieniu własnego azylu. A czy mogą być dedykowane bądź tworzone wyłącznie przez daną płeć? Hania uważa, że muzyka to pewnego rodzaju byt abstrakcyjny. Bez płci, granic i utartych schematów. Dźwięki są czymś stworzonym przez naturę lub człowieka, gdzie normalny tok myślenia nie ma racji bytu. Pianistka utrzymuje zdanie, że muzyka nie ma płci. Ma szansę odkleić społeczeństwo od znanych podziałów, przynależności, czasem wygodnych miejsc. Muzyka dla Hani jest ponad i może dlatego cały czas tak fascynuje. Z jednej strony jest nam tak bliska, a z drugiej – tak trudno ją ogarnąć ludzką
myślą.

Siła do działania

Myśli. Każdy z twórców kłębi ich w sobie bardzo dużo. Mówią o tym nie tylko tworzone prze nich teksty, ale i emocje przekazywane publiczności przez muzyków. O miejsce kobiet na współczesnej scenie zapytałam Rosalie., która zwróciła uwagę na bardzo prosty, ciekawy aspekt. Berlińsko-poznańska panna Hoffman uważa, dzisiejszy świat każdego dnia daje owoc równowagi pomiędzy jednostką a podjętymi przez nią próbami tworzenia. Zarówno w kobietach, jak i w mężczyznach drzemie ogromna siła do działania. Płeć żeńska pojawia się dziś na scenie nie tylko w książkowych rozdziałach, ale również w realnym świecie, gdzie muzyka staje się jej pasją i sposobem na życie. Człowieka nie powinno się oceniać. Warto pochylić się nad tą zależnością odrzucając zarówno pryzmat płci i wieku, ale również eliminując własne uprzedzenia związane z muzycznymi gatunkami. Bądźmy jak dzieci. Te otwarte na świat i jego możliwości. Bez obaw co ludzie powiedzą.

Różnorodność jest piękna

Kwestia wspomnianego „bania się” i równość twórcza wśród kobiet i mężczyzn jest dziś wciąż zbyt rzadko poruszanym tematem. Zarówno wśród odbiorców, jak i artystów. Poznański pianista – Michał Kmieciak nie krył więc swojego zdziwienia, gdy zapytałam go o prawa płci żeńskiej do tworzenia muzyki. Jak uważa, w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca na takie podziały i są one dla społeczeństwa zupełnie niezrozumiałe. Przyrównał twórczość kobiet do oddychania. Do czegoś, co jest dziś zupełnie naturalne, ludzkie i oczywiście… potrzebne do życia. Wspomina również artystki takie jak Nina Simone, Björk czy Adele, których twórczość najlepiej świadczy o tym, jak wielką rolę grały i grają kobiety w przemyśle muzycznym. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają w sobie ogromną wrażliwość. Różnią się jednak spojrzeniem na świat i podejściem do samego aktu tworzenia. Różnorodność jest piękna. To już moje prywatne zdanie. Cieszę się, że zadałam to pytanie właśnie Michałowi, ponieważ on sam tworzy niezwykle emocjonalną muzykę. Nie boi się pokazywać w niej swoich uczuć i opisuje historie pochodzące z jego życia. Poznański artysta stwierdza z uśmiechem: dzisiaj każdy może tworzyć, ale nie każdy powinien. Zauważa jednak, że muzykujących kobiet jest na scenie wciąż nieco mniej. To, czy będą chciały odkrywać przed słuchaczami swoje uczucia stanowi już jednak osobny i dłuższy temat do rozważań. Na to trzeba być po prostu gotowym.

Przestrzeń dla emocji

O to, jaka wrażliwość muzyczna została zarezerwowana dla kobiet i mężczyzn zapytałam jeszcze jedną osobę – Paulinę Przybysz. Nie chciałabym jej przedstawiać jako połowę znanego zespołu Sistars. W końcu każdy człowiek stanowi indywidualną jednostkę, a świat zaczyna wypełniać muzyka obdarta z przynależności. Jaka energia bije od tworzących kobiet i mężczyzn? Zdaniem Pauliny nie można dziś jednoznacznie stwierdzić, by energie, żeńska i męska jakoś inaczej się objawiała. Dziś można by uznać, że kobiety mają w sobie nieco więcej egzaltacji. Artystka przywołuje wspomnieniami chociażby książkę Atwood, która pokazuje, że po wielu epokach płeć żeńska nie powinna już chować swoich emocji „pod czepkami”. Dziś kobiety mają pełne prawo do odkrywania swoich emocji. Nawet silniej niż wcześniej. Paulina dostrzega również drugą stronę medalu. Mężczyzną wciąż powtarza się, że „chłopaki nie płaczą”, co zaczyna napędzać pełnego rodzaju nierówną walkę o przestrzeń dla emocji. Bez względu na to twórczość jest dziś bardzo uczuciowa. Płeć nie gra tu roli. Zarówno współczesne techno tworzone przez mężczyznę, jak i namiętny utwór wykonany przez wiolonczelistkę mogą być wypełnione emocjami po brzegi. Nie zabierajmy nikomu przyzwolenia na pokazywanie swoich słabości i wyrażanie siebie poprzez twórczość. Zdecydowanie nie warto.

Muzykoterapia

To już koniec naszego spaceru. Możecie wyjąć z uszu słuchawki i spojrzeć przed siebie. Nadszedł moment, by przedstawić ostatnią, piątą i najważniejszą z rzekomych muz. Osobę, która ma realny wpływ na kreowanie dzisiejszej rzeczywistości. Również muzycznej. By ją zrozumieć nie wystarczy jednak samo słuchanie muzyki. Poza zmysłem słuchu należy wytężyć również wzrok i spojrzeć, co dzieje się na ulicach i, co gra w sercach dzisiejszych twórców. Historia pokazuje, że we współczesnym świecie granice zostały obalone, a kobiety mogą tworzyć na równi z mężczyznami. Każdy, bez względu na wiek, płeć i gatunek muzyki, ma takie samo prawo do wyrażania siebie poprzez dźwięki. Kto jest więc ostatnią z muz? Myślę, że nie będziecie zdziwieni. Nie czas na wielkie nazwisko, otwarcie gabloty z platynowymi płytami czy zasługi na rzecz wzniosłych wartości. Ostatnia z muzycznych linii prowadzi prosto do osoby o dużym sercu i otwartym umyśle wypełnionym emocjami. Bez względu na to jakiego gatunku muzyki słuchasz bądź jakim rodzajem twórczości jesteś zainteresowany – to Ty jesteś właśnie zakończeniem układanki. Artystów nie byłoby, gdyby nie odbiorcy ich sztuki. I odwrotnie: społeczeństwo nie mogłoby w pełni funkcjonować, gdyby nie codzienna, towarzysząca nam muzykoterapia. Są w życiu rzeczy ponad podziałami. Takie, które zarówno burzą i budują w tym samym czasie. Doceńmy je.

 

Ponadpłciowość w muzyce – tożsamość płciowa

Reklama B3

Przekaż darowiznę naszej Fundacji

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.