samotność
Samotność
Reklama B1

Zmieniaj świat wspólnie z nami

Dobre dziennikarstwo, wartościowe treści, rzetelne i sprawdzone informacje.
Tworzymy przestrzeń ludzi świadomych.

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.

Nie:znośna pojedynczość (samotność)

Postrzegana jest przeważnie jako zło konieczne. Kojarzona zazwyczaj z wyobcowaniem, pustką i negatywnymi emocjami. Samotność to słowo, które z trudem przechodzi nam przez gardło. Może dlatego, że tak gorzko smakuje… W świecie ogarniętym presją tworzenia grup za wszelką cenę, bycie poza zbiorowością jest wartościowane pejoratywnie. Tymczasem nie każda samotność jest zła, nie każda alienuje.

Tekst: Agata Królikowska
Zdjęcia: Paulina Wydrzyńska

samotnośćNie ulega wątpliwości, że człowiek nie jest samotną wyspą. Jako istota społeczna realizuje się w grupie. Tak było tysiące lat temu, tak jest i dzisiaj.

Dawniej, kiedy zachodnie społeczeństwa opierały się na silnie skodyfikowanym i normatywnym modelu kultury tradycyjnej, przynależność do grupy była ustanowiona odgórnie. Każdy od dzieciństwa doskonale znał swoją społeczną rolę i rzadko się jej sprzeciwiał. Wszystko przygotowywało młodą dziewczynę albo chłopaka do wyznaczonego modelu życia: rodzina, szkoła, praca. Pokolenia przodków przecierały szlak i wystarczyło wejść na utartą drogę i robić to, „co należy”, żeby było dobrze, a w każdym razie właściwie.

Nie oznacza to, że ludzie nie czuli się osamotnieni, że nie cierpieli, ale na fizyczną samotność było mało czasu, chociażby ze względu na sztywne, narzucone przez świat zewnętrzny reguły oraz wszechobecność wielopokoleniowej rodziny. Ponadto mało kto przejmował się jednostką i jej emocjami. Skupienie na indywidualnych doznaniach wyrosło na romantyzmie, a zapuściło korzenie w codzienności dopiero na skutek głębokich przemian społecznych XX wieku, tudzież wraz z rozpowszechnieniem się psychoanalizy i psychologii.

Brzemię wolności

Obecnie na każdym kroku tworzymy wielobarwne mikrospołeczności. Socjolog Michel Maffesoli pisze o neotrybalizmie, podkreślając, że budujemy płynne wspólnoty oparte przede wszystkim na emocjach. Przez miesiąc mogę być zwolennikiem alterglobalistów czy fanem Tedego, a następnie utożsamić się z hipsterami, zanim zacznę optować za modą slow i muzyką country.

Poza emocjami i chęcią przebywania w danej grupie, w tym a nie innym czasie, nic mnie nie trzyma, nie więzi. Moją główną motywacją jest współodczuwanie (niekoniecznie pozytywne).

Wspólnotowość stanowi silny napęd, ponieważ każdy człowiek potrzebuje przeglądać się w innych. Łaknie miłości, uznania, bądź po prostu informacji zwrotnej, której od siebie nie jest w stanie uzyskać.

Dlatego właśnie najchętniej żyjemy wśród ludzi, wchodzimy w związki, mnożymy kontakty – w świecie realnym i wirtualnym. Atawistycznie rzecz biorąc, pozostawanie z innymi zapewnia przetrwanie gatunku.

Podstawową różnicą między kulturą tradycyjną a współczesną jest fakt, że obecnie to jednostka decyduje o swojej przynależności. Jeżeli jesteś kobietą, nie wszyscy będą od ciebie oczekiwać, że urodzisz dziecko – zrobisz to, jeśli będziesz chciała. Mężczyzną nie będziesz tylko i wyłącznie idąc na wojnę, prężąc bicepsy lub budując dom. To JA decyduję, czy chcę przebywać w danej grupie, z TOBĄ, z WAMI. I w tym leży być może problem: ciężar odpowiedzialności i wysiłku za bycie w grupie spadł na jednostkę.

Jeżeli wybierasz swoich towarzyszy i umiesz to robić, jeśli bawi cię bycie z ludźmi, ale potrafisz się bez nich obyć, masz w sobie najprawdopodobniej zdrową umiejętność balansowania pomiędzy zbiorowością a samotnością. Z pewnością czekają cię w życiu momenty osamotnienia, ale wszystko wskazuje na to, że dasz sobie z nimi radę, realizując się zarówno wśród innych, jak i w towarzystwie samego siebie. Przynajmniej tak długo, jak godzisz się na Baumanowską płynną nowoczesność, na niepewność, na bezustanne zmiany i brak stałych życiowych wytycznych.

samotnośćDokuczliwe odosobnienie

Rzeczywistość wygląda gorzej dla tych, których destabilizuje brak sztywnych społecznych ram i emocjonalnie stabilnej, wewnętrznej busoli. Światowe statystyki mówią za siebie:
od lat 50. XX wieku liczba ludzi żyjących samotnie wciąż rośnie. Coraz częściej rezygnujemy ze związków i aliansów, kiedy tylko tracą pierwotny smak raju i należy w nie włożyć większy wysiłek. Wolność ta ma też oczywiście i swoje dobre strony. W przeszłości zaciskało się zęby nawet w najgorszych, nieakceptowalnych z dzisiejszej perspektywy sytuacjach.

Pamiętacie słynne powiedzenie: Nieważne, że (mąż) pije i bije. Ważne, że jest? Teraz ci, którzy potrafią, rozstają się, wchodząc potem w bliskie relacje z innymi osobami.
A co z tymi, którym brakuje narzędzi do budowania dobrych, zdrowych relacji w grupie? Trwają w toksycznych związkach lub kończą na poboczu, zastępując je namiastkami zbiorowości. Internet lub gromadka głodnych kotów stają się najlepszymi przyjaciółmi. Samotność zamienia się w więzienie – stan, od którego należy jak najszybciej uciec.

Niektórzy nie radzą sobie z tym i ukojenie znajdują w używkach. Eskapizm, a zarazem lęk przed porażką kolejnego nieudanego połączenia się z drugim człowiekiem lub grupą paraliżują, odcinając nas od potencjalnych, następnych więzi. Żyjemy przecież pod dyktatem obowiązkowego sukcesu. Błędy są niemile widziane. Często bezpieczniej jest więc zaniechać działania i pozostać w impasie własnego odbicia w lustrze. Samotność z niemocy jest nieznośna, nie stanowi żyznego fermentu dla naszego rozwoju i zasila kozetki psychoterapeutów i psychiatrów.

Cierpimy z braku przyjaciół czy bratniej duszy, podczas gdy zewsząd zalewają nas bodźce. Nawet w samochodzie, w porannym korku, otoczeni przez zgiełk, jesteśmy osamotnieni, a jednocześnie pozbawiani dobrej samotności. W ten sposób koło się zamyka, a my trwamy, odizolowani od świata. Co więcej, odnosimy złudne wrażenie, że inni mają lepiej i więcej, że żyją pełniej, co wzbudza w nas nie tylko zawiść i poczucie winy, ale również popycha ku dalszym otchłaniom beznadziei.

samotnośćSzukanie sensu

Hinduska legenda opowiada o tym, że u zarania dziejów ludzie rodzili się z boskim pierwiastkiem. Nie potrafili się z nim jednak właściwie obchodzić. Stwórca świata i żywych istot, Brahma, postanowił więc boskość ukryć. Zarządził naradę, podczas której zapytał bogów, gdzie znajduje się kryjówka, której człowiek nigdy nie znajdzie. Wiadomo było, że ludzka ciekawość nie zna granic, i czy boskość zostanie zakopana głęboko pod ziemią, czy też pochłoną ją wodne otchłanie, ludzie prędzej czy później ją odnajdą. Po długiej dyskusji bogowie doszli do wniosku, że jest tylko jedno miejsce, w którym człowiek nie będzie szukał: swoje własne wnętrze. I tak boskość została schowana najbliżej, a zarazem najdalej od ludzi, bo w nich samych.

Psychologowie ubrali tę prawdę w inne słowa i powtarzają do znudzenia: pokochaj siebie, bądź swoim najlepszym, wiernym przyjacielem, nie ukrywaj emocji, wyrażaj siebie, a wtedy twoje relacje z ludźmi się zmienią. Nawiążesz więzi, i – co równie ważne – będziesz potrafił je utrzymać. Nie będziesz sam, ponieważ to, co najcenniejsze, masz w sobie i nikt ani nic nie może cię tego pozbawić. Będąc w kontakcie ze sobą, nie zaznasz osamotnienia.

W Tako rzecze Zarathustra Fryderyk Nietzsche przypomina, że

jeden idzie do bliźniego, ponieważ szuka siebie, a drugi, ponieważ chciałby się zatracić. Wasza zła miłość do siebie sprawia, że samotność staje się dla was więzieniem.

Tymczasem świadoma samotność jest wyborem, wolnością, a dla Hermana Hessego, autora kultowego Wilka stepowego opowiadającego właśnie o przeżyciach i refleksjach wyobcowanego outsidera, niezależnością.

(…) Jest zimna, o tak, ale jest też cicha, cudownie cicha i wielka, jak zimne, ciche przestworza, po których wirują gwiazdy.

Wkraczając z wyboru na drogę samotności, mającej jako cel samopoznanie, wyciszasz szum, izolujesz się od świata po to tylko, żeby nareszcie zobaczyć siebie bez społecznej maski. Żeby dotrzeć do tego, co ukryte, spotkać się ze sobą i zostać panem własnego życia.

Sęk w tym, że nie jest to łatwa ścieżka. Dobra, owocna, żyzna samotność jest mało spektakularna. Więcej – jest wręcz niemodna. Bez ukrytych kamer i nagród za najlepszy występ. Wymaga ograniczenia materialnych potrzeb, wyłączenia komórki, komputera, wsłuchania się w siebie. Zapatrzenia w przyrodę i jej niczym niezmącony cykl. Zatrzymania się. Zrezygnowania z kolejnej imprezy u Zbycha oraz pośpiechu w zatrważająco pędzącym przed siebie świecie.

Jednym z częstych wyborów świadomej samotności jest bliski kontakt z naturą. W latach 40. XIX wieku amerykański pisarz Henry Walden Thoreau zamieszkał w chatce nad jeziorem Walden, obserwując otaczający go świat. Spędził w ten sposób dwa lata, w autarkii. Na podstawie jego przemyśleń powstał esej Walden, czyli życie w lesie. Książka i myśl w niej zawarta pozostały prawie niezauważone za życia autora, natomiast wywarły ogromny wpływ na pokolenie dzieci kwiatów.

Kilkadziesiąt lat później filozofia Thoreau zainspirowała dwudziestolatka, Christophera Mc Candlessa vel Alexander Supertramp, który na początku lat 90. wyruszył w wielką, samotną wędrówkę po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu sensu życia. Jego przygoda skończyła się jednak tragicznie: zmarł z głodu i wyczerpania po zjedzeniu trujących jagód na bezdrożach Alaski. Na podstawie jego historii powstała książka, a następnie film Seana Penna, Wszystko za życie.

W ekranizacji Penna przed śmiercią Christopher odkrywa, że najcenniejsze są przeżycia, które możemy dzielić z kochanymi przez nas ludźmi. Dla niego jest już jednak za późno. Morałem tej opowieści jest odpowiedź na pytanie, czym jest dobra samotność. To ta, która pozwala nam wrócić do ludzi lepszymi, pełniejszymi, dojrzalszymi. Samotność, która daje, a nie odbiera, wypełnia, a nie alienuje i wyniszcza.

samotnośćCzas pomiędzy

Dobra samotność zamieszkuje w zawieszeniu. Jest częstym gościem obrzędów przejścia, które opisał francuski etnograf Arnold Van Gennep. Obrzędy te są momentami w życiu człowieka, w których zmienia on status w danej grupie.

W wielu kulturach i religiach jednostka była poddawana rytuałom inicjacyjnym, pozwalającym wkroczyć w dorosłość. Medytacja, upolowanie lwa, spędzenie nocy w ciemnym lesie – to tylko niektóre z doświadczeń, przez które trzeba było przejść, żeby zostać pełnoprawnym, dorosłym członkiem klanu czy religijnej wspólnoty. Obrzędy te często wymagały samotności. Dzisiaj na tego rodzaju inicjację dajemy sobie zbyt mało czasu, jeśli w ogóle.

Tymczasem to właśnie zatrzymanie się, samotne zawieszenie w czasie pomiędzy pozwala się wsłuchać w swoje anioły i demony. Przejść przemianę z poczwarki w motyla.
Dobra samotność to luksus, na który jednak powinno nas być stać. I prezent, jaki możemy sobie zrobić. Bezcenny.

Nie:znośna pojedynczość (samotność)

Reklama B3

Przekaż darowiznę naszej Fundacji

Wszystkie artykuły dostępne są bezpłatnie.
Abyśmy mogli rozwijać tą stronę, potrzebujemy Twojego wsparcia.