Perfekcjonizm

Pułapka rodzinnego perfekcjonizmu

Dążenie do doskonałości. Stawianie wygórowanych oczekiwań. Nieustające podnoszenie poprzeczki sobie i innym. Perfekcjonizm może stać się rodzinnym przekleństwem, prowadząc do wyczerpania emocjonalnego, chorób psychosomatycznych, nerwicy czy depresji. Czy jest od tego ucieczka? Czy dobry rodzic to rodzic idealny?

Tekst: Agnieszka Spólna
Ilustracje: Aga Pietrzykowska

Może się wydawać, że w dążeniu do doskonałości nie ma nic złego, że to wręcz chwalebna decyzja życiowa, godna kultywowania i polecania innym. W końcu perfekcjonizm to postawa uznająca doskonałość za najwyższe dobro moralne i główny cel działania. Któż nie chciałby zdobyć idealnej biegłości i sprawności absolutnej? A jednak może być coś niepokojącego w tym, że ktoś jest zbyt dobry, albo że stara się takim być. Bo może wpadł w pułapkę.

Presja doskonałości

Sztuka prowadzenia życia rodzinnego to umiejętność łączenia wielu elementów, pomiędzy którymi występują dodatkowo liczne, często nieprzewidywalne, interakcje. Poczucie obowiązku skłania do wysiłku, aby jak najlepiej wywiązać się z przyjętego na siebie zadania, zaspokoić potrzeby swoje i innych, zadbać o sprawne działanie całej domowej machiny, a jednocześnie znaleźć czas na odpoczynek, relaks i regenerację sił. To zadanie – powiedzmy sobie szczerze – jest bardzo trudne do wykonania.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że żyjemy w świecie, który często wymaga od nas doskonałości i żąda sprostania skrajnie wysokim oczekiwaniom. Mamy być zawsze efektywni, w każdej dziedzinie profesjonalni, punktualni i zadowalająco wywiązujący się z rozlicznych zadań, a ponadto nienagannie ubrani i zadbani pod każdym względem. I nie ma żadnego znaczenia, że oczekiwania te są po prostu niemożliwe do spełnienia. W efekcie żyjemy w warunkach ciągłej presji. Chwile słabości, które muszą czasami następować, pozbawiają nas poczucia pewności i rodzą niepokój o to, jak szybko powrócimy do dawnej (najwyższej) formy. Niepowodzenia natomiast sprawiają, że (w sensie psychicznym) tracimy grunt pod nogami. Bianka Beata Kotoro, psycholog społeczny i terapeuta, zauważa:

– Dążenie do doskonałości jest wrodzoną potrzebą człowieka. Perfekcjonizm nie jest wynaturzeniem, ale czymś tkwiącym w naturze ludzkiej, jednak nazbyt często staje się powodem złego samopoczucia. Perfekcjonista jest jak człowiek ścigający swój cień, który zawsze znajduje się przed nim.

Gdy dom przestaje być twierdzą

Choroba perfekcjonizmu zatacza coraz szersze kręgi. Zazwyczaj dotyczy życia zawodowego, w którym liczą się osiągnięcia, bycie najlepszym. Ludzie dotknięci tym „schorzeniem” płacą za nie wyczerpaniem emocjonalnym i chorobami psychosomatycznymi, z nerwicami i depresją na czele. Przestają nadążać za morderczym tempem wyścigu i chybiają celom, zaskoczeni, że ich własny organizm odmawia posłuszeństwa. Nieraz zdarza się, że perfekcjoniści tracą nie tylko pochłaniającą ich wcześniej bez reszty pracę, lecz także zdrowie i rodzinę, a więc wszystko, z czego czerpali satysfakcję.

Idealnym miejscem na rozkwit perfekcjonizmu jest dom rodzinny. O ile dążący do doskonałości w pracy od biedy wybaczają sobie drobne potknięcia, o tyle tu nie mają dla siebie przebaczenia. Bianka Beata Kotoro przestrzega:

Pamiętajmy, że w pogoni za byciem perfekcyjnym rodzicem wpada się w paradoksy pozbawione logiki. Często zrywa się kontakty ze znajomymi, nie pozwala się sobie odpocząć, gdyż lista obowiązków typu „posprzątać, poprać, pozamiatać” jest długa. Nie ma miejsca ani na relaks ani na spontaniczność. Rodzice przekonani, że dziecko musi od początku mieć „dyscyplinę”, panicznie boją się chaosu: karmią, kąpią oraz bawią się z dziećmi wyłącznie w określonych porach. Owszem, chaos nie jest wskazany i dziecko czuje się lepiej, gdy życie jest uporządkowane, ale wszystko ma pewne granice, które warto dostrzec, by nie popaść razem z dzieckiem w paranoję perfekcyjnego życia

– dodaje.

Człowiek owładnięty perfekcjonizmem w życiu rodzinnym formułuje nierealistyczne oczekiwania wobec samego siebie i zmusza się do ich realizacji. Nie przyjmuje do wiadomości, że jego starania są z góry skazane na porażkę. Problem polega na tym, że zazwyczaj są one jedynym źródłem poczucia własnej wartości, dlatego perfekcjonista przywiązuje do nich nadmierną wagę i surowo karze się za odstępstwa od zaplanowanego działania.

Kiedy codzienny plan obejmuje zbyt wiele zadań (uprasować stertę ubrań, odebrać z poczty list polecony, spakować męża na służbowy wyjazd, ugotować obiad, poćwiczyć wymowę głoski „r” z przedszkolakiem i pomóc w pracy domowej starszemu dziecku), niepowodzenia są tak pewne, jak ruch wirowy naszej planety i następstwo pór roku. Zawsze wystąpią nieprzewidziane zdarzenia, a doba okaże się za krótka.

Kobiety zagrożone

Kobiety są szczególnie podatne na zarażenie wirusem perfekcjonizmu. Wiele z nich żyje w nieprzemijającym przekonaniu, że każdego dnia muszą zrobić naprawdę dużo dla innych, żeby zasłużyć na ich uznanie, uzasadnić swoją niezbędność w domu, udowodnić przydatność i (po wszystkich tych skomplikowanych zabiegach) uzyskać iluzoryczny spokój wewnętrzny.

Ich plan dnia obejmuje wystąpienie we wszystkich życiowych rolach: matki, żony, opiekunki, dekoratorki wnętrz, pani domu dbającej o dobre samopoczucie wszystkich gości, pielęgniarki nadzorującej zdrowie domowników i jeszcze kilku innych, a każdą z nich chcą wypełniać jednakowo dobrze. W ich psychice wirus perfekcjonizmu stale wywołuje poczucie winy. Sprawia że każdy, najmniejszy nawet błąd uznają za porażkę niezasługującą na wybaczenie i szukają winy wyłącznie w sobie, ignorując rolę przypadku, niesprzyjających okoliczności czy tzw. sił wyższych. Wtedy nawet obiektywnie małe potknięcie potrafi wyprowadzić je z równowagi i podważyć szacunek do samej siebie. Wiele kobiet nie pozwala sobie na błędy i każdy z nich boleśnie przeżywa, a przekonanie o własnej wartości buduje wyłącznie na podstawie osiągnięć.

Warto pamiętać, że perfekcjonizm ma jeszcze jedno oblicze – jest stałym poszukiwaniem akceptacji ze strony innych ludzi. Taka osoba staje się „zewnątrzsterowna”, czyli ocenia samą siebie tylko na postawie tego, jak ją lub jej przydatność oceniają inni. To bardzo niebezpieczna postawa, sprawiająca, że perfekcjonista sam pozbawia siebie satysfakcji, o którą tak zabiega. Ulega złudnemu przekonaniu, że jest ważny, cenny i potrzebny tylko wtedy, jeśli tak właśnie postrzegają go inni. A przecież poczucie własnej wartości powinniśmy czerpać z głębi siebie, a nie szukać go w odbiciu lustra, jakim stali się dla nas inni ludzie. Oni nie mogą decydować o tym, co sami o sobie myślimy.

Jesteśmy ważni nawet wtedy, kiedy coś nam się nie uda, kiedy obiad nie będzie podany na czas, albo w ogóle go nie będzie, kiedy nie przeczytamy książki wychwalanej przez znajomych i kiedy na wieczornym spotkaniu z rodziną nie wystąpimy w roli duszy towarzystwa. Opinia innych nie jest tak cenna, aby poświęcić dla niej swoje zdrowie i samopoczucie.

Umieć zrezygnować

Leczenie zakażenia wywołanego wirusem perfekcjonizmu zawiera wyraźny nakaz: spróbuj zmodyfikować stawiane sobie cele tak, żeby nie były ponad twoje siły ani nie kolidowały z twoimi potrzebami. Jeśli nie odczuwasz satysfakcji ze swoich działań, bo zbyt wiele ich podejmujesz i zbyt mocno chcesz, by były wykonane w sposób nieskazitelny, przestań tak wiele od siebie wymagać, bo jesteś tylko niedoskonałym człowiekiem.

Obowiązki? Tak, ale nie wszystkie. Niektóre powinieneś scedować na pozostałych członków rodziny, czyli zadecydować, aby wykonali pewne czynności, a potem pozwolić im, by zrobili to w sposób im właściwy, niekoniecznie na Twój wzór i podobieństwo. Cele? Owszem, ale raczej krótkoterminowe i możliwe do osiągnięcia.

Nowy model działania musi obejmować budowanie w sobie przekonania, że kiedy zacznę działać w odmienny niż dotychczas sposób (wolniej, uważniej, skromniej, czyli ze świadomością własnych ograniczeń), to nie stanę się automatycznie kimś gorszym, bo mniej wydajnym. Moja wartość nie jest sumą osiągnięć, zdobytych tytułów i uczelni ukończonych przez moje dzieci. Kiedy tak myśleliśmy, byliśmy w efekcie zmęczeni i sfrustrowani, pełni tłumionego żalu do siebie i do innych, a wirus perfekcjonizmu zafundował nam bezustanny stres i wewnętrzną opinię nieudacznika. Karaliśmy samych siebie za domniemane lub rzeczywiste błędy i skrycie uważaliśmy, że na nikogo nie można liczyć. Nie ma czego żałować.

Specjaliści radzą – skoro perfekcjonizm opiera się na irracjonalnym żądaniu doskonałości, należy przestać jej od siebie wymagać. Porzuć spaczony pogląd na samego siebie i na to, czym jest sukces, odrzuć nadmierną koncentrację na opinii otoczenia. Pamiętaj – jeżeli robisz coś z nadmiernym wysiłkiem, płacisz za to frustracją, pesymizmem, depresją i niską samooceną. Perfekcjonizm jest destrukcyjny, więc jeśli zainfekował – pora podjąć z nim walkę.

Wystarczająco dobrzy

Jaki model działania powinni przyjąć rodzice, świadomi spoczywającej na nich wielkiej odpowiedzialności i pełni dobrych chęci, aby jak najlepiej wypełnić swoją rolę? Wydaje się, że – jak w wielu innych dziedzinach życia – optymalnym rozwiązaniem będzie zastosowanie zasady złotego środka. Zasada ta zaleca umiar i wyklucza wszelkie skrajności, a taką właśnie skrajnością jest irracjonalne dążenie do perfekcji. Ci, którzy stają się rodzicami, a potem przez szereg lat w tej funkcji występują, nie powinni wymagać doskonałości ani od siebie, ani od własnych dzieci. Jeśli zaczną to robić, to zafundują całej rodzinie stres i groźną w skutkach frustrację. Dlatego znacznie lepszym posunięciem będzie podjęcie świadomej decyzji, że wszyscy mamy być tylko wystarczająco, a nie perfekcyjnie dobrzy.

Właśnie to zalecał Donald Winnicott – brytyjski psychoanalityk, a z wykształcenia pediatra, który wiele lat poświęcił badaniom klinicznym i psychoterapii małych dzieci oraz ich matek. Wiedza i doświadczenie doprowadziły go do wniosku, że lepszą mamą od „matki idealnej” jest „matka wystarczająco dobra” – świadoma swoich ograniczeń, doznająca jako rodzic mieszanych uczuć i pozwalająca sobie na popełnianie błędów, a przy tym wszystkim wrażliwa na potrzeby dziecka. Tak samo „tylko” wystarczająco dobrzy powinni być ojcowie. To naprawdę rozsądna rada i recepta na ułatwienie życia zarówno sobie, jak i innym. Naprawdę nie warto starać się za bardzo kosztem zmęczenia i czerpania radości z życia. Czasem „mniej” znaczy „więcej”.

Pułapka rodzinnego perfekcjonizmu

Reklama B3

Zgłoś się do TBPI 2020 | YOUNG!

Opublikuj swoje prace w The Best Polish Illustrators!
Zdobądź stypendium za projekt okładki TBPI 2020 | YOUNG