rośliny

Rośliny – Do góry nogami

Umiemy krzyżować rośliny. Nauczyliśmy się, jak otrzymywać plony poza naturalnym okresem wegetacyjnym. Potrafimy zmusić przyrodę, żeby działała na naszych zasadach. Jednak to nam nie wystarcza. Stawiamy przed nią jeszcze jedno, niebezpieczne zadanie – ma być tanio! Szybko i tanio!

Tekst: Rubi Birden
Ilustracje: Emilia Dziubak

Przez wiele tysięcy lat, do momentu pojawienia się pierwszych aglomeracji miejskich, ludzie żyli blisko przyrody, mieli z nią ciągły kontakt. Pierwotne społeczności zbieracko-łowieckie żywiły się głównie tym, co udało im się znaleźć lub upolować. Pod koniec mezolitu pojawiły się pierwsze kultury rolnicze, które zaczęły udomawiać i hodować zwierzęta; ich życie nadal pozostawało w ścisłym związku z naturą. Historycznie rzecz biorąc, okres zaawansowanej cywilizacji, kiedy coraz więcej ludzi zaczęło osiedlać się w miastach, stanowi niewielki wycinek dziejów ludzkości.

Rolnik z motyką, rolnik z laptopem

Są na świecie miejsca, gdzie rolnicy obrabiają swoje pola motyką, pługiem zaprzęgniętym w konia albo wołu. Sieją zboże i sadzą warzywa głównie na potrzeby własnych rodzin, nadwyżki zaś sprzedają lub wymieniają na niezbędne rzeczy. W rozwiniętych krajach chłopów z motykami już dawno zastąpiły duże gospodarstwa rolne, które tak naprawdę są dobrze prosperującymi, komercyjnymi przedsiębiorstwami, zorientowanymi na czerpanie możliwie największych zysków. Te zaś są najwyższe, kiedy mamy dużą produktywność przy jednoczesnych niskich kosztach. Z tego sposobu myślenia narodziły się np. fermy, w których kury hodowane są w hangarach bez dostępu do dziennego światła i przestrzeni do przemieszczania się. Dodatkowo faszeruje się je hormonami i antybiotykami aby rosły szybciej i szybciej nadawały się do sprzedaży. Tu nie ważna jest jakość, ważny jest zbyt.
Rolnictwo stało się dochodowym biznesem, więc koncerny zaczęły szukać wszelkich sposobów na pozyskanie jak największego udziału w rynku. To z marzeń o monopolu zrodziły się m.in. patenty na rośliny GMO.

Pływający pomidor, czyli uprawa hydroponiczna

Uprawa hydroponiczna to metoda produkcji roślin bez użycia gleby. Korzenie zanurzone są bezpośrednio w wodnych roztworach nawozów. Chyba każdy zna szkolny eksperyment z lekcji biologii: słoik z wodą, kawałek gazy i ziarno fasoli. To przykład uprawy hydroponicznej w czystej postaci. Zazwyczaj pędy fasoli marnie kończyły, głównie z braku składników odżywczych w wodzie. Roślina zasilała się wyłącznie tym, co zmagazynowała w liścieniach. Znana jest również tzw. uprawa semihydroponiczna, w której rośliny są sadzone w porowatym, obojętnym podłożu (keramzycie, seramisie, perlicie czy wełnie mineralnej), a na dnie doniczki znajduje się woda. Dzięki wolnym przestrzeniom pomiędzy cząstkami substratu korzenie mają zapewniony swobodny dostęp powietrza, co zapobiega procesom gnilnym. Pierwsze wzmianki o uprawie hydroponicznej pochodzą z XVII wieku. Najstarsza znana publikacja na ten temat to Sylva Sylvarum Francisa Bacona wydana w 1627 roku.

Siedemdziesiąt lat później John Woodward zaobserwował, że krzaczki mięty znacznie gorzej rosną w wodzie destylowanej. W XVIII wieku naukowcy odkryli, że rośliny pobierają związki nieorganiczne w postaci jonów rozpuszczonych w wodzie. Od tamtej pory środowisko wodne stało się przedmiotem wielu badań.

W warunkach domowych metoda bezglebowa stosowana jest głównie w przypadku roślin ozdobnych, pozostając doskonałym rozwiązaniem dla wszystkich, którzy mają problem z regularnym podlewaniem. Takiej rośliny nie da się „przelać”, a jednocześnie można zostawić ją na dłuższy czas bez opieki, co świetnie sprawdza się przy częstych wyjazdach.
Dwa tygodnie urlopu? Nie ma problemu. Już nie musimy zostawiać klucza sąsiadce, żeby podlała naszą paprotkę.

W sklepach specjalizujących się w akcesoriach do zakładania tego typu kultur można nabyć zestawy do uprawy hydroponicznej. Zazwyczaj składają się one z dwóch doniczek – w pierwszej, ażurowej, sadzi się w substracie roślinę; do drugiej, zaopatrzonej we wskaźnik poziomu wody, wstawia się tę pierwszą. Jeśli chcemy zmienić sposób uprawy z tradycyjnej na bezglebową, najlepiej zrobić to w momencie intensywnego wzrostu rośliny ponieważ szybciej się do niej przystosuje. Bryłę korzeniową należy oczyścić z ziemi i delikatnie umyć, tak żeby nie uszkodzić korzeni. Następnie roślinę sadzi się np. w keramzycie i umieszcza w specjalnej doniczce. Nawożenie można zacząć najwcześniej dwa tygodnie od przesadzenia. Odpowiednie są nawozy płynne i granulat o przedłużonym czasie uwalniania.

Co jakiś czas konieczne jest przepłukanie substratu czystą wodą w celu usunięcia nadmiaru związków mineralnych. Metodę hydroponiczną chętnie wykorzystują firmy uprawiające rośliny na skalę przemysłową, głównie w systemie szklarniowym. Można ją stosować praktycznie do wszystkich roślin, ale najczęściej sadzi się w ten sposób pomidory, truskawki, paprykę, sałatę, ogórki oraz zioła. Korzenie roślin pływają swobodnie w pojemnikach, przez które w obiegu zamkniętym tłoczone są substancje odżywcze. Zaawansowane technicznie systemy sprawdzają na bieżąco stężenie roztworu nawozów i utrzymują je na właściwym poziomie.

Sposób nawożenia jest zmieniany na różnych etapach wegetacji. Inaczej nawozi się siewki, inaczej rośliny kwitnące, a jeszcze inaczej owocujące. Ze względu na całkowite zanurzenie korzeni roztwór musi być też napowietrzany. Czasem (np. w przypadku sałat) korytka z roślinami są ustawiane na wysokich regałach – w ten sposób wielokrotnie zwiększa się powierzchnię upraw na terenie szklarni. Rośliny doświetla się sztucznie przy użyciu specjalistycznych lamp o odpowiednio dobranej długości fali, które wspomagają procesy fotobiologiczne roślin i przyspieszają ich wzrost. Dzięki sztucznemu doświetlaniu można także dowolnie manipulować okresem wegetacji. Pomidory w środku zimy? Proszę bardzo!

Dżungla na pustyni

Kultura hydroponiczna na skalę przemysłową jest dobrym rozwiązaniem na terenach ubogich w wodę. Dzięki ograniczonemu parowaniu, straty wody można zmniejszyć nawet o 80%. Brak gleby wyklucza potrzebę zmianowania upraw (sadzenia na tym samym areale różnych roślin na zmianę) oraz używania wielu środków ochrony roślin (herbicydów, pestycydów), eliminuje też dużą część pracy fizycznej (pielenie, opryski). To wszystko sprawia, że poza kosztami początkowymi uprawa hydroponiczna jest tańsza, a tym samym bardziej opłacalna. Gotowy produkt nie jest ubrudzony ziemią, więc lepiej się prezentuje, dzięki czemu łatwiej znajduje nabywców. Wszyscy znamy truskawki z upraw hydroponicznych, pojawiają się u nas w sprzedaży poza sezonem – są wielkie, czerwone, czyściutkie. Jak z obrazka.

Wino potasowe z nutą fosforu

Uprawa hydroponiczna ma mnóstwo zalet. Wydawać się może, że jest to idealny sposób uprawy roślin. Tylko dlaczego ta piękna truskawka nie pachnie i nie smakuje jak ta uprawiana tradycyjną metodą, ubrudzona ziemią, zebrana z pola? Bo nie da się podrobić przyrody. Nie można zastąpić gleby pożywką w płynie, a słońca jarzeniówką. Ekosystem to coś więcej niż zestaw azot + fosfor + potas i szklana rurka z luminoforem. Potrafimy dostarczyć roślinom składniki odżywcze i światło, ale nie umiemy oddać subtelności występujących w naturze. Wytrawny kiper jest w stanie określić, na jakiego rodzaju glebie i na którym zboczu była uprawiana winorośl, z której zrobiono wino.

Co powiedziałby o smaku winogron pędzonych w korytku z nawozem? Skoro smak czegoś wyhodowanego hydroponicznie nie do końca odpowiada oczekiwaniom, to jakie są wartości odżywcze takiego produktu? Badania naukowe dowodzą, że warzywa i owoce uprawiane pod gołym niebem zawierają zazwyczaj więcej przeciwutleniaczy i witamin. Największy problem stanowi jednak nagromadzenie substancji azotowych, pochodzących z nawozów. Dotyczy to wszystkich sztucznie pędzonych roślin, nie tylko tych z upraw hydroponicznych. Intensywnie zasilane rośliny pobierają nadmierne ilości związków azotowych i magazynują je głównie w korzeniach i liściach. Roślinom taki nadmiar nie szkodzi, ale dla człowieka ich spożywanie na dłuższą metę może okazać się niekorzystne, niektóre związki azotowe wykazują bowiem właściwości rakotwórcze.

Na wzrost roślin mają wpływ m.in. gleba, stanowisko (słoneczne, zacienione), rośliny sąsiadujące i obfitość opadów. Ekosystem jest niezwykle skomplikowaną machiną, w której wszystkie elementy oddziałują na siebie, bezpośrednio lub pośrednio. Próby naruszania naturalnego procesu wzrastania wielokrotnie skończyły się porażką. Przekonali się o tym Chińczycy na przełomie lat 50. i 60. XX wieku, podczas słynnej kampanii walki z czterema plagami. Wytępiono wtedy ogromną część populacji wróbli, które rzekomo wyjadały zboże przeznaczone do wysiewu. Ich nieobecność w ekosystemie sprawiła, że gwałtownie wzrosła liczebność szkodników (głównie szarańczaków), zwykle zjadanych przez te sympatyczne szare ptaszki. Owady zniszczyły zasiewy, a to z kolei przyczyniło się do klęski głodu, w wyniku której zginęło, jak się szacuje, od 20 do 40 milionów ludzi. Takich „eksperymentów” było na świecie niestety znacznie więcej.

Czkawka po latach

Żyjemy w niezwykłych czasach. Potrafimy przeszczepić człowiekowi twarz, polecieć w kosmos, wyhodować krowę, która ma geny meduzy. Jednocześnie tracimy kontakt z naturą, z własnym instynktem, z tym, co pierwotne. W pogoni za zyskiem, w wiecznej drodze na skróty, tracimy zdrowy rozsądek. Jesteśmy krótkowzroczni, nie potrafimy i często nie chcemy przewidzieć skutków, działając tym samym na własną szkodę. To, co opłacalne na początku, odbija się czkawką po latach. Jesteśmy tym, co jemy.

Wbudowujemy w ciała atomy, które pobieramy wraz z pożywieniem i powietrzem. Nie jesteśmy pewni, jaki wpływ na zdrowie ma np. jedzenie modyfikowanych genetycznie produktów pochodzenia zarówno roślinnego, jak i zwierzęcego.

Pragniemy szybkich zysków i niskich kosztów. W tym pędzie odrywamy się od natury, tracimy z nią kontakt. Jakie będą długofalowe efekty naszych manipulacji? Choć sytuacja wymyka się spod kontroli, możemy dokonywać codziennie drobnych wyborów, które pozwolą nam zachować kontakt z naturą i z samymi sobą.

Ten, kto próbował nagrzanego słońcem pomidora prosto z krzaka, będzie wiedział, którą drogę wybrać.

Rośliny – Do góry nogami

Reklama B3

Zgłoś się do TBPI 2020 | YOUNG!

Opublikuj swoje prace w The Best Polish Illustrators!
Zdobądź stypendium za projekt okładki TBPI 2020 | YOUNG